Bar Pinotxo Barcelona

 

Może Was zdziwi czemu jakiemuś barowi poświęcam osobny wpis, ale uważam, że zasługuje on na szczególne miejsce na moim blogu. Do tej pory jadałam w przeróżnych miejscach, które mnie zachwycały swoim wystrojem, poziomem obsługi czy też przepyszną kuchnią. Jednak Bar Pinotxo to osobna historia. Można by powiedzieć: jakaś tam budka na targu  w Barcelonie. Znalazłam się tam ponieważ Pan Mąż napalił się na wizytę w tym miejscu podczas oglądania programu z Anthonym Bourdainem ” Bez rezerwacji” ( jest to nasz wspólny guru kulinarno-podróżniczy). Ok -pomyślałam, pójdziemy i zjemy, jeśli tak mu zależy. Byliśmy koło 9 rano, chwilkę trzeba było poczekać, bo tam również tak jak w Quimet & Quimet nie ma stolików, siedzi się tutaj przy długiej ladzie jak przy barze.  W zasadzie nie mogłam się zdecydować co chcę, ale przemiły Pan właściciel zasugerował żebym wzięła rogala (coś w rodzaju croissanta; nie wiem do końca czy to był rogal, ale przyjmijmy, że to nazwa robocza) obtoczonego w cukrze. Nie chcę rogala- taka była moja pierwsza myśl, bo nastawiłam się na cięższy kaliber, a wiedziałam, że jeśli go zjem to nic  więcej nie będę w stanie później spróbować. Ale cóż, głupio mi było odmówić, bo on mnie mocno namawiał i różnymi znakami pokazywał, że jest wspaniały. Tak więc rogal i kawa wylądowały przede mną. Pierwszy kęs i przepadłam. Czułam jak zaczyna mi wirować w głowie, ziemia pode mną chyba się zapadła i wpadłam w otchłań swoich wspomnień z dzieciństwa. W zasadzie nie przypominało mi to nic konkretnego w smaku z lat młodzieńczych, ale było tak pyszne i genialne w smaku, że trudno było mu się oprzeć. Każdy kolejny gryz powodował, że dosłownie rozpływałam się, chrupkość cukru,ciasto, które samo znikało w ustach, aksamitne nadzienie podobne do budyniu waniliowego, poczułam się jakbym miała znowu kilka lat. Jak krytyk kulinarny ze znanej bajki „Ratotouille” , który przenosi się w czasu swojego dzieciństwa właśnie po zjedzeniu tytułowej potrawy.Do dzisiaj na samo wspomnienie mam gęsią skórkę. To była podróż w przeszłość. Nagle świat przestał istnieć dookoła- byłam tylko ja i ten rogal:-). Uczucie nie do opisania, jeśli samemu się nie spróbuje. Jeśli będziecie mieć okazję znaleźć się na targu La Boqueria koniecznie zajrzyjcie do Pinotxa i pana Juanino Bayena, który już od wielu lat sprawuje tam władzę. Sam podaje, doradza, ma w sobie pewnego rodzaju magnetyzm. Mimo swoich,myślę, że 70 lat – ma on ogromny zapał i werwę. Widać, że kocha to, co robi i sprawia mu to przyjemność. Czuje się do niego ogromny szacunek i sympatię. Jest jak dobry anioł tego miejsca. Sam Pan Juanito gościł w swym barze wiele sławnych osobistości: choćby samego  Ferrana Adrię ( dla niewtajemniczonych podpowiem, że to szef kuchni najlepszej restauracji na świecie 5-krotnie odznaczonej  – niestety już zamkniętej od 2011r. „El Bulli„), Woody Allena, czy też wspomnianego wcześniej Anthonego Bourdaina. Jednym słowem – miejsce – legenda i człowiek, którego koniecznie trzeba poznać i spróbować jego specjałów. Samo menu nie jakoś  specjalnie rozwinięte ale w zupełności wystarczy aby zaspokoić swe żądze głodu. Są do wyboru owoce morza, male kanapeczki, rogale (koniecznie!), tortille, jest również spory wybór alkoholi: piwo, wino, szampan, jednym słowem czego dusza zapragnie. Polecam!

 

Niesamowity człowiek - Juanito Bayen, w Pinoxto Bar.
Niesamowity człowiek – Juanito Bayen, w Pinoxto Bar.
Smak tych krewetek był nieznany przez mnie do tej pory.
Smak tych krewetek był nieznany przez mnie do tej pory.
Szampan na śniadanie? Czemu by nie:-)
Rozanielona po podróży w przeszłość
Rozanielona po podróży w przeszłość

Related posts

Leave a Comment

Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.